- Łukasz Zjawiński wraca do Legii! Nowy napastnik ujawnia kulisy transferu, podkreślając, że to nie finanse, lecz rozwój były dla niego kluczowe.
- Zdradza, dlaczego musiał odejść z Akademii Legii, co poczuł po ofercie powrotu i jak ocenia współpracę z trenerem Papszunem.
- Poznaj "Zjawę" od innej strony: jego pasje poza boiskiem, radzenie sobie z presją i piłkarskiego idola.
„Super Express”: Wróciłeś do Legii po kilku latach. Jak cię przyjęto w starym-nowym klubie?
Łukasz Zjawiński: Wszystko przebiegło bardzo harmonijnie. Czuję się tu świetnie. Można powiedzieć, że jestem starym-nowym legionistą. Byłem tu przez miesiąc w LTC tuż po odejściu z Legii, więc niektóre drzwi znałem. Wejście do drużyny było bardzo dobre, znałem też kilku chłopaków z szatni. Nie ma co ukrywać, liderzy, którzy są teraz w zespole, bardzo mocno pomagają nowym zawodnikom w aklimatyzacji. Jest bardzo pozytywnie.
Przeczytaj także: Andrzej Gołota dowiedział się, ile Robert Lewandowski zarobi w Chicago i nie wytrzymał: Co ty gadasz?!
- Pamiętasz swoje początki w Akademii Legii? To było spełnienie marzeń?
- Same pozytywne wspomnienia, tylko i wyłącznie. Wiadomo, że musiałem odejść, żeby spełniać swoje marzenia i może właśnie po to, żeby z powrotem tutaj trafić. Ale przychodząc tu jako 14-latek, od samego początku marzyłem o debiucie w pierwszej drużynie Legii. Wszystkie wspomnienia, głównie z Akademii, drugiej drużyny czy z Bursy Salezjańskiej, są bardzo pozytywne. Miałem tu wielu przyjaciół i mam ich do teraz.
Tajemnice bursy i trudna decyzja
- Wspomniałeś o Bursie Salezjańskiej. Jakieś anegdotki, wspomnienia?
- Myślę, że nie ma tu za wiele do opowiadania. Niektóre rzeczy muszą zostać za futryną (śmiech). Ale na pewno było super, nie tylko pod względem atmosfery, ale też życiowego doświadczenia i usamodzielnienia się. Dało mi to wiele dobrych wartości.
- Dlaczego właściwie wtedy odszedłeś z Legii? Mówiłeś, że marzeń nie dało się wówczas tutaj spełniać.
- Na tamten moment było to po prostu niemożliwe. Jestem osobą, która patrzy na pewne rzeczy trzeźwym okiem. Widzę, kiedy coś ma prawo się udać, a kiedy nie. Wtedy uznaliśmy z moim menadżerem, że najlepszym wyjściem będzie poszukanie swojego miejsca w Ekstraklasie w innym klubie. W Legii byłoby to bardzo ciężkie. Nie chodziło o to, że w siebie nie wierzyłem, ale o trzeźwą ocenę sytuacji. Najlepsze było odejście do Mielca, żeby regularnie grać na poziomie Ekstraklasy.
Zobacz też: Królewski powrót Wisły Kraków do Ekstraklasy! Horror, euforia i wściekłość trenera rywali
- Jesteś zadowolony z tego, jak potoczyła się twoja kariera pomiędzy jednym a drugim pobytem w Legii?
- Podchodzę do życia tak, że nie chcę niczego żałować. Na pewno były kluby, nad którymi mocniej bym się zastanowił, ale nie chcę w to brnąć. Każdy klub, każdy trener i każda szatnia dały mi nowe doświadczenie. To wszystko zaprocentowało i doprowadziło mnie do miejsca, w którym jestem teraz.
Gdy zadzwoniła Legia, nie było wahania
- W poprzednim sezonie strzelałeś jak na zawołanie w pierwszej lidze. Co poczułeś, gdy pierwszy raz odezwała się Legia?
- To był dla mnie pozytywny szok, poczułem dreszcz emocji. Gdy usłyszałem, że Legia jest mną zainteresowana, powiedziałem moim menedżerom: "Słuchajcie, trzeba dowieźć ten temat". Tu nie chodziło o strefę finansową. Gdybym patrzył tylko na to, pewnie trafiłbym w inne miejsce. To był czas na myślenie o rozwoju. Byłem po rozmowach z trenerem Papszunem, wiedziałem, jak funkcjonuje klub i przede wszystkim, co to jest za klub. Bardzo chciałem tu trafić.
- Jak bardzo Legia zmieniła się przez ten czas, kiedy cię tu nie było?
- Na pewno LTC rozwinęło się jeszcze bardziej. Sam klub jest w innej sytuacji. Kiedy odchodziłem, Legia była po mistrzostwach Polski i wielkich sukcesach. Wiem, że ostatni sezon był gorszy, ale tak w życiu bywa. Czasami trzeba zrobić krok w tył, żeby zrobić dwa do przodu. Uważam, że to, co najlepsze, dopiero przed Legią.
Warszawa kocha zwycięzców
- Przeszedłeś do klubu, w którym oczekiwania są największe w Polsce. Mówi się, że Warszawa kocha zwycięzców. Czujesz pozytywny stresik?
- Myślę, że nie tylko Warszawa kocha zwycięzców, ale wszyscy. To bardziej dreszczyk emocji. Trafiasz do klubu, do którego zawsze chciałeś trafić. Wiemy, że nieważne, w jakim momencie będzie Legia, każdy będzie zwracał na nią uwagę. Wymagania są inne, ale mam nadzieję, że im sprostam – nie tylko ja, ale cała drużyna.
- Jesteś snajperem. Oglądając mundial, na którego napastnika patrzyłeś z największym podziwem?
- Harry Kane, bez dwóch zdań. Na tej pozycji, na ten moment, jest dla mnie najlepszy.
Zobacz też: Marek Papszun o postawie debiutantów w Legii. Tak ocenił Miletę Rajovicia
- Jesteście nawet trochę podobni z wyglądu.
- Delikatnie. Chciałbym być jeszcze bardziej podobny, jeśli chodzi o statystyki. Jest dla mnie wzorem do naśladowania i bardzo mocno patrzę w jego kierunku.
"Zjawa", który kocha psy i MMA
- Niedawno skończyłeś 25 lat. Jakie masz plany na przyszłość?
- Nie lubię wybiegać myślami tak daleko w przyszłość. Cieszę się tym, co jest teraz. Na pewno będę chciał funkcjonować w piłce z takim samym podejściem. Jestem ambitną osobą, nie pękam i nie narzekam. Życzę sobie przede wszystkim zdrówka, bo to jest najważniejsze. Jeśli będzie zdrowie, to ze wszystkim innym sobie poradzimy.
- Zakładasz sobie jakąś liczbę goli do strzelenia w sezonie?
- Nie. Ostatnie lata nauczyły mnie, że takie cele bywają mylące. Mój cel, podobnie jak w Polonii, to zagranie jak największej liczby minut i strzelenie jak największej liczby bramek. To jest fajny cel krótkoterminowy.
- Jaki jesteś prywatnie? Czym się interesujesz poza boiskiem?
- Wydaje mi się, że jestem bardzo otwartą i uśmiechniętą osobą. Piłka nożna to dla mnie nie tylko praca, ale przede wszystkim pasja, którą kocham. Oglądam mnóstwo meczów, od trzeciej ligi do Ekstraklasy. Interesuję się też tenisem, boksem i sztukami walki. Mam psa, z którym spędzam dużo czasu, i narzeczoną, która niedługo będzie moją żoną. Poza boiskiem skupiam się na rodzinie i byciu najlepszą wersją siebie.
- Wspomniałeś o sztukach walki. Masz ulubionego zawodnika?
- Nie mam ulubionych. Śledzę UFC i boks, ale walki są o dziwnych godzinach, więc częściej oglądam powtórki. To taka zajawka, która mnie kręci. Bardzo lubię też koszykówkę, śledzę NBA, a do tego gry komputerowe.