Taka deklaracja po fatalnym sezonie. Prezes Pogoni Szczecin zapewnia

2026-06-09 10:19

W wielu klubach Ekstraklasy po tym sezonie padło zdanie: nie tak to miało wyglądać. W Szczecinie było gorąco, bowiem Pogoń wzmacniała się jak nigdy, a jej jedynym sukcesem jest w zasadzie dosyć spokojne utrzymanie. – Nadal będziemy walczyć o finał Pucharu Polski. Nadal będziemy walczyć o europejskie puchary. Będziemy robić wszystko, by pewnego dnia zdobyć tytuł – mówi wprost Tan Kesler, prezes zarządu Pogoni Szczecin.

Tan Kesler, CEO Pogoń Szczecin

– Czy potrafiłby pan opisać ten sezon Pogoni jednym słowem?

– Trudny. Bardzo trudny. Taki właśnie był. Wymagający, ale gdybym miał podsumować go jednym słowem, powiedziałbym: trudny.

– Jaki moment był najtrudniejszy?

– Było ich zbyt wiele. W pewnym momencie patrzyliśmy w tabelę i myśleliśmy, że możemy zakwalifikować się do europejskich pucharów. Później znaleźliśmy się w sytuacji, w której walczyliśmy o utrzymanie razem z grupą innych drużyn.

Pierwszy mecz, który przychodzi mi do głowy, to spotkanie z Górnikiem Zabrze. Myślę, że był to punkt zwrotny. Pamiętam, że wygraliśmy po rzucie karnym w końcówce. To był wyjątkowy moment, bo drużyna odnalazła swoją tożsamość i uwierzyła, że możemy utrzymać się w Ekstraklasie.

To były wzloty i upadki. Bardzo, bardzo wymagający sezon, nie tylko dla nas, ale dla większości klubów w Ekstraklasie.

ZOBACZ TEŻ: Wojciech Mońka zapytany o możliwość odejścia z Lecha Poznań. Rozbrajająca odpowiedź gwiazdy mistrza Polski [WIDEO]

– Nasuwa się proste pytanie: co dalej z Pogonią?

– Jesteśmy właścicielami klubu od około roku i kilku miesięcy. Chcę podziękować Alexowi za to, że wspiera nas bezwarunkowo. Poświęcił swój czas, energię i pasję. Razem zaangażowaliśmy się w to marzenie.

Dla mnie to przede wszystkim proces. Zawsze powtarzałem kibicom, mediom i wszystkim fanom piłki nożnej w Polsce, że to nie jest łatwe. W futbolu każdy oczekuje wszystkiego od razu, a o wczorajszym dniu szybko się zapomina. Tymczasem budowanie klubu to długotrwały proces.

Jesteśmy właścicielami od roku, ale ten klub nigdy nie zdobył mistrzostwa Polski. Dlatego cały czas gonimy za tym tytułem i nadal będziemy to robić. Robimy wszystko, co w naszej mocy, żeby go zdobyć. Czasami się udaje, czasami nie.

Mamy jednak niesamowitych kibiców. Mają pasję i prawdziwą wiarę, że wydarzy się coś wyjątkowego. Ja z natury jestem bardziej inżynierem. Wolę budować coś wyjątkowego z grupą ludzi, którzy są zaangażowani w osiągnięcie czegoś specjalnego.

ZOBACZ TEŻ: Robert Dobrzycki prezesem Widzewa Łódź?! Właściciel klubu ujawnia nam swój nowy plan [WIDEO]

Marek Citko dla „Super Expressu”. Lewandowski, gol na Wembley i Citkomania

– Cierpliwość kibiców powoli się kończy. Czy to nadal wymaga czasu?

– Tak, wymaga czasu. Wiem, że śledzicie Premier League. Mój poprzedni klub, Hull City, właśnie awansował do Premier League. Myślę, że miałem pewien wpływ na ten sukces, ale tam wyglądało to podobnie. Właściciel poświęcił ogromne środki, energię i pieniądze, a klub nadal rozwijał się także po moim odejściu. Chcę im pogratulować, bo jestem z nich bardzo dumny.

Jednocześnie takie rzeczy nie dzieją się z dnia na dzień. Lech Poznań grał w tym sezonie znakomitą piłkę. My również możemy osiągnąć taki poziom, ale potrzebujemy cierpliwości. Musimy ulepszać zespół, zachowując jego trzon i tożsamość.

To właśnie zamierzamy robić. Nadal będziemy walczyć o finał Pucharu Polski. Nadal będziemy walczyć o europejskie puchary. Będziemy robić wszystko, by pewnego dnia zdobyć tytuł, którego ten klub nigdy nie miał.

ZOBACZ TEŻ: Polski trener mógł pracować za granicą. Stamtąd przyszły oferty, szybka decyzja

– Pogoń już kilka razy zaskoczyła na rynku transferowym. Różnie się to kończyło. Jak będzie teraz?

– Kiedy przejęliśmy klub, chcieliśmy zaszczepić w nim mentalność zwycięzców. Było sporo rozczarowania po dwóch finałach Pucharu Polski z rzędu i braku trofeum. Dlatego sprowadziliśmy zawodników, którzy wcześniej odnosili sukcesy.

Czy wszyscy się sprawdzili? To kwestia dyskusyjna. Ja i Alex doceniamy każdą krytykę. Uważam jednak, że teraz najważniejsze jest poprawianie tego, co mamy, a nie wywracanie wszystkiego do góry nogami.

Tego lata powinniśmy skupić się na ulepszeniu drużyny przy minimalnej liczbie zmian. Mamy już grupę zawodników, która zajęła dziewiąte miejsce, choć mogła skończyć sezon nawet na piątej pozycji.

– Czyli rewolucji nie będzie?

– Zawsze mówiłem, że zmiany są potrzebne, ale bardziej chodzi o ewolucję niż rewolucję. Buduje się krok po kroku – jeden klocek, potem drugi, potem kolejny.

Jeśli wszystko przekreślisz i zaczniesz od nowa, jest to bardzo trudne. Dlatego wszystkie zmiany, które będziemy wprowadzać tego lata, mają służyć ulepszeniu zespołu, a nie zmianie mentalności czy wprowadzaniu zupełnie nowych filozofii.