- Legia Warszawa przeżyła sezon pełen skrajnych emocji, od walki o utrzymanie po ostateczne niezrealizowanie marzeń o europejskich pucharach.
- Brak kwalifikacji do Europy oznacza dla klubu ogromne straty finansowe, sięgające dziesiątek milionów złotych, co mocno odbije się na budżecie.
- Odkryj, jakie wyzwania stoją teraz przed "Wojskowymi" i co jest absolutnie niezbędne, aby Legia wróciła na mistrzowską ścieżkę!
Od walki o spadek do o krok od pucharów
Końcówka sezonu w wykonaniu Legii Warszawa przypominała prawdziwy rollercoaster. Zespół, który przez większą część wiosny był zamieszany w walkę o utrzymanie, rzutem na taśmę niemal zapewnił sobie grę w eliminacjach do europejskich pucharów. Tomasz Sokołowski, który z bliska obserwował poczynania drużyny, nie ukrywa, że był to trudny czas.
- Ciężko się na to patrzyło. Jeszcze miesiąc temu Legia była bardzo mocno zamieszana w walkę o to, żeby nie spaść z ligi - przyznaje Sokołowski w rozmowie z "Super Expressem".
Przeczytaj także: Czas pożegnań w Legii Warszawa. Oni już nie zagrają w stolicy
Były pomocnik "Wojskowych" podkreśla, jak niewiele zabrakło, by sezon zakończył się sensacyjnym zwrotem akcji.
- Można powiedzieć, że zabrakło minuty, żeby Legia grała w pucharach. Legia w tym sezonie oszukała przeznaczenie, wielokrotnie je oszukiwała, a najważniejsze było to, że się utrzymała - uważa.
Mimo sportowego happy endu w kontekście utrzymania, brak awansu do pucharów jest bolesny, zwłaszcza dla klubowego budżetu.
- Przez to, że nie będzie grała w europejskich pucharach, Legia straciła finansowo bardzo dużo, bo kilkadziesiąt milionów złotych. To już był drugi taki sezon, gdzie jest zamieszana w spadek. Miejmy nadzieję, że na tyle wyciągnie wnioski, że kolejny sezon już taki nie będzie i okaże się bardziej stabilny - dodaje z nadzieją Sokołowski.
Recepta Marka Papszuna na kryzys
Kluczową rolę w ratowaniu sezonu odegrał trener Marek Papszun, który przejął zespół w grudniu 2025 roku. Zdaniem Tomasza Sokołowskiego, jego wpływ był widoczny gołym okiem, zwłaszcza w organizacji gry defensywnej.
- Na pewno było widać, że dużo postawił na grę defensywną całego zespołu. Po stracie piłki drużyna reagowała tak, że ciężko było jej zagrozić - analizuje były reprezentant Polski.
Sokołowski wskazuje na konkretne decyzje personalne, które okazały się kluczowe dla poprawy wyników.
- Ściągnięcie Adamskiego z Pogoni Grodzisk okazało się strzałem w dziesiątkę, a postawienie na Otto Hindricha w bramce też było kluczowe. Do tego Marek Papszun przyszedł i spiął to wszystko klamrą, szczególnie jeśli chodzi o defensywę - ocenia.
Zobacz też: Ekstraklasa pokazała nowe trofeum i piłkę na 100-lecie. Kluby dostaną rekordowe 300 mln zł!
Mimo poprawy, ekspert zwraca uwagę na elementy, które wciąż wymagają pracy.
- Legia traciła bramki przez niedokładność, a szczególnie po stałych fragmentach gry. To była jej bolączka. Dużo goli strzelała ze stałych fragmentów, ale też i dużo traciła. To pokazuje, że przed Markiem Papszunem wciąż sporo pracy - podkreśla Sokołowski.
Czas na jakościowe transfery. Tego Legia potrzebuje
Przed Legią gorące lato i konieczność przebudowy kadry. Z klubem żegnają się kluczowi zawodnicy, co stwarza potrzebę sprowadzenia wartościowych następców.
- Muszą być transfery, które przyniosą odpowiednią jakość, bo odchodzi wielu zawodników, w tym kluczowi, jak Pankov czy Elitim. Mówi się też, że Hindrich może odejść - zauważa Tomasz Sokołowski.
Jego zdaniem, letnie okno transferowe będzie testem dla dyrektora sportowego i zarazem inwestycją w przyszłość.
- Trzeba patrzeć na to, żeby transfery były taką inwestycją, która w przyszłym sezonie przyniesie walkę o mistrzostwo. Teraz już nie będzie europejskich pucharów, czyli Legia będzie mogła skupić się tylko na dwóch frontach i od samego początku nie może sobie pozwolić na jakąkolwiek stratę punktów - podsumowuje.