- Marcin Ziółkowski, ojciec piłkarza AS Roma, Jana Ziółkowskiego, ujawnia kulisy nietypowego treningu syna.
- Janek, dzięki sztukom walki, zyskał wyjątkową koordynację, co dało mu przewagę na boisku.
- Dowiedz się, dlaczego Janek wybrał Romę spośród ośmiu ofert i jak ojciec reaguje na krytykę stylu gry syna.
- Poznaj sekrety wychowania, które doprowadziły do sukcesu i plany na przyszłość sportowej rodziny Ziółkowskich.
Od aikido i boksu do Serie A
Choć duma z osiągnięć syna jest ogromna, Marcin Ziółkowski, sam związany ze sportami walki, twardo stąpa po ziemi. Jak przyznaje, wspieranie kariery synów to dla niego przede wszystkim obowiązek, który wiąże się z wieloma trudnymi rozmowami. Co ciekawe, w sportowej drodze Jana Ziółkowskiego kluczową rolę odegrały dyscypliny, które nie kojarzą się bezpośrednio z piłką nożną.
- Ja nie uczyłem Janka, dlatego, że uważam, że to nie jest dobra rzecz, żeby ojciec uczył własne dzieci, ale Janek ćwiczył aikido u jednego z moich instruktorów przez 6 lat i trenował boks. Janek jest bardzo dokładny w tym, co robi - podkreśla Marcin Ziółkowski.
Przeczytaj także: Nie będzie meczu Śląsk - Wisła. Prezes PZPN grzmi: "Będą potężne kary!"
Ta precyzja i treningi sztuk walki, zdaniem ojca, przynoszą owoce do dziś.
- Myślę, że sztuki walki, aikido czy boks, dały mu przy jego wzroście bardzo dobrą koordynację ruchową. Drugi syn, który jest siatkarzem, też ćwiczył i ma 206 cm wzrostu, i jak na takie warunki jest też bardzo dobrze skoordynowany. Uważam, że to zasługa sztuk walki - dodaje.
Skąd jednak u ojca wzięło się zamiłowanie do aikido? Okazuje się, że inspiracją był legendarny aktor kina akcji.
- To ja jestem "dzieckiem" Stevena Seagala, a Janek nawet nie wiedział, kto to jest - śmieje się Ziółkowski.
Osiem ofert na stole. Dlaczego wybrał Romę?
Przeskok z polskiej Ekstraklasy do Serie A jest ogromny, ale Jan Ziółkowski podchodzi do tego wyzwania bez kompleksów, co jego ojciec wiąże z mentalnością "generacji Z". Latem zainteresowanie młodym obrońcą było bardzo duże, jednak to oferta z Rzymu okazała się najbardziej przekonująca.
- Janek miał osiem ofert latem. Oczywiście priorytetem była gra w Legii, ale Roma przedstawiła dla nas w stu procentach konkretny plan. Dostaje minuty, więc Roma realizuje to, co nam powiedziała - wyjaśnia ojciec piłkarza.
Zobacz też: Losowanie Pucharu Polski: Pary 1/2 finału. Hit w Częstochowie, Górnik w euforii?
Marcin Ziółkowski wpaja swoim synom żelazną zasadę, która ma im pomóc w osiągnięciu sukcesu na najwyższym poziomie.
- Wychowuję ich w duchu takim, że 70% w sukcesie to jest praca, 25% to jest determinacja, a 5% to szczęście. Więc po prostu jeżeli jesteś czwartym, piątym obrońcą, pracuj. Na pewno dostaniesz szansę - uważa Ziółkowski.
Krytykują go za ryzykowne wślizgi. Ojciec staje w obronie
Charakterystycznym elementem gry Jana Ziółkowskiego są odważne, a zdaniem niektórych zbyt ryzykowne wślizgi. Jego ojciec ma na ten temat jasno sprecyzowane zdanie i odpiera zarzuty krytyków.
- Proszę pamiętać, że to zawodnik na boisku wie, czy to jest ryzykowne, czy nie. Oczywiście może się pomylić, ale to on kalkuluje to ryzyko. Jak rozmawiałem z Jankiem, mówił: "wiedziałem, co robię". Jeżeli w meczu miał pięć wślizgów i pięć zrobił dobrze, to ja nie za bardzo rozumiem, o co rozmawiamy - stanowczo komentuje Marcin Ziółkowski.
W domu Ziółkowskich panuje sportowa rywalizacja. Drugi syn Marcina jest siatkarzem Czarnych Radom, wypożyczonym z Projektu Warszawa. Ojciec marzy o tym, by obaj jego synowie stanowili o sile reprezentacji Polski w swoich dyscyplinach.
- Gdyby obaj grali w kadrze Polski w piłce i w siatce, to byłoby coś pięknego. Wtedy stwierdzę, że dowieźliśmy cele - podsumowuje.