"Super Express": - Zaskoczyła pana aż taka eksplozja formy Huberta Hurkacza po siedmiu miesiącach przerwy w grze?
Radosław Szymanik, wiceprezes PZT: - Widziałem Huberta w okresie przygotowawczym, byłem na jego zgrupowaniu, spędziłem dużo czasu ze sztabem i widziałem, że fizycznie jest bardzo mocny, a mentalnie był znakomicie nastawiony i gotowy na powrót do rywalizacji. Oczywiście głód gry to jedno, a z drugiej strony, trzeba być pewnym tego, że organizm może taki wysiłek wytrzymać. Zawsze po takich długich rozbratach z grą jest pytanie, czy mi się uda, czy wrócę, czy będę dalej czuł się dobrze na korcie. Jednak we wszystkich rozmowach z Hubim i z jego sztabem dało się wyczuć, że on bardzo czekał na ten moment, kiedy będzie mógł wreszcie znów rywalizować. Brakowało mu gry na korcie, potu, tych emocji i myślę, że to co pokazał, zaskoczyło wielu dziennikarzy, trenerów i zawodników. Alexander Zverev, który z nim przegrał, był wręcz wściekły i nie mógł pojąć, jak to możliwe, że Hubert wyszedł na kort po siedmiu miesiącach przerwy i tak gra. Hubert fizycznie jest znakomicie przygotowany, ale jest lekkie zdziwienie, że aż tak dobrze zaczął grać od samego początku, bo też nie ma tak, że nawet jeżeli organizm i głowa jest przygotowana, to od razu wszystko ci będzie wychodzić i wszystko się uda. A Hubert pokazał, że wszystkie elementy, które już miał świetnie opanowane oraz te, nad którymi ciężko teraz pracował, funkcjonują. Sztab zrobił świetną robotę, ale też Hubert wytrzymał to doskonale mentalnie.
- Nicolas Massu, trener Huberta, podkreślał, że taka forma bardzo cieszy, ale też trzeba uważać, żeby nie przeszarżować z obciążeniami po tak długiej przerwie.
- Na tym zgrupowaniu Huberta, w którym uczestniczyłem, widziałem, że tam wszystkie detale są dopięte, ale też Nicolas Massu mówił, że Hubert potrzebuje bardzo tej rywalizacji. Teraz dobór startów będzie zależał od tego, ile spotkań rozegra i jakie te spotkania będą, bo też trzeba patrzeć na kolano i wszystko monitorować. Trzeba patrzeć na całe ciało i odpowiednio się z tym wszystkim obchodzić. Ważne, że w sztabie mają ludzi, którzy doskonale wiedzą, co robią i bardzo wnikliwie na to wszystko patrzą.
Iga Świątek zdradziła, co z jej zdrowiem! Ogromny awans w rankingu Huberta Hurkacza
- Hubert nawet kiedy był w wysokiej formie, często zawodził w pierwszych rundach turniejów Wielkiego Szlema. Tak jakby presja oczekiwań mocno go usztywniała. Czy teraz, gdy po tak długiej przerwie oczekiwania są mniejsze, będzie mu łatwiej w taki turniej wejść?
- Nie wiem, zobaczymy. Na pewno mówimy tutaj o zawodniku, który jest już doświadczony. Jako zawodnik dużo lat spędził na tourze i w czołówce, ale też zdrowie po raz pierwszy go opuściło na dłuższy czas i ta walka o powrót to była katorżnicza praca. Nie było zawsze z górki, powiedziałbym, że częściej było wtedy pod górkę i z zakrętami, tych momentów kryzysowych było wiele. Dlatego sądzę, że z taką perspektywą też się trochę inaczej gra. Oczywiście życzyłbym Hubiemu, żeby to zdrowie mu dopisywało i żeby spokojnie grał przynajmniej na takim poziomie jaki teraz pokazał, bo ten poziom był fantastyczny i nie tylko to, że wygrywał, ale też w jaki sposób chciał grać, jak rozgrywał punkty i jakie miał nastawienie, bo z takim nastawieniem będą się go bali zawodnicy z najlepszej dziesiątki.
- No właśnie. Rozstawieni w Australian Open zawodnicy pewnie wolą, żeby nazwisko Hurkacz nie pojawiło się w drabince za blisko...
- To jest taki miecz obosieczny, bo Hubi też może trafić w pierwszej rundzie na Alcaraza czy Sinnera, więc ta droga na początku może być dużo trudniejsza niż wtedy, gdy był rozstawiony z wysokim numerem. To jest gra, to jest sport i tu jest wiele czynników, które działają. Aczkolwiek patrząc na to, co się działo w ostatnim czasie i na to, jakie sygnały płynęły z jego zespołu, widać, że są bardzo optymistyczne nastawieni, a ciało Huberta bardzo dobrze reaguje na obciążenia meczowe.
United Cup 2026 PREMIE: Ile zarobili polscy tenisiści? Wysokie nagrody pieniężne!
- Polski zespół w wielkim stylu wygrał United Cup, ale Iga Świątek na koniec rywalizacji przegrała dwa mecze z mocnymi rywalkami. Są powody do niepokoju o jej dyspozycję przed Australian Open?
- Ja bym spojrzał na to trochę inaczej. To jest turniej drużynowy i jest zwycięstwo, jest sukces. Oczywiście, jakbyśmy tak spojrzeli na wszystko, to w tym turnieju było wiele niespodzianek i rozstrzygnięć, które nie były oczywiste. Taki jest zawsze początek roku w tenisie, który obfituje w różnego rodzaju sytuacje, które są nieprzewidziane, bo nikt nie jest w tym samym momencie przygotowań. Za każdym duże obciążenia treningowe, z których teraz się schodzi. Dla jednych ten turniej jest już takim momentem szlifującym formę. Dla innych to jest jeszcze moment, w którym mają wciąż bardzo duże obciążenia i nawet to, co mówiła Iga, że jest obolała, świadczy o tym, że ona jest w innym momencie.
- Czy czwarta z rzędu porażka z Coco Gauff, w dodatku znów 0-2 w setach, może mieć negatywny wpływ na pewność siebie Igi? Gdyby doszło do ich rywalizacji o dużą stawkę, przewaga mentalna będzie teraz po stronie Amerykanki.
- Gdyby Iga przegrywała z Coco regularnie w turniejach Wielkiego Szlema, to można by mówić o jakimś znaku zapytania. W tym turnieju przegrała, ale wynik był gorszy niż przebieg rywalizacji w tym spotkaniu. Australian Open i kolejne turnieje pokażą, jaka jest dyspozycja Igi i jej rywalek. Coco Guaff teraz była górą, ale jeżeli Iga na koniec stycznia podniesie w Melbourne w górę puchar, to nikt nie będzie o tamtej porażce tak naprawdę pamiętał.