- Włodzimierz Lubański, legenda polskiej piłki, obchodzi 79. urodziny.
- Jego transfer do Realu Madryt został zablokowany przez władze PRL, a poważna kontuzja kolana wykluczyła go z Mistrzostw Świata w 1974 roku.
- Mimo przeszkód, Lubański powrócił do gry, odnosząc sukcesy za granicą, a dziś wciąż inspiruje, o czym świadczy mural z jego wizerunkiem.
- Odkryj pełną historię Włodzimierza Lubańskiego, by poznać blaski i cienie kariery jednego z najwybitniejszych polskich piłkarzy!
W reprezentacji Polski po raz pierwszy zagrał przeciwko Norwegii w Szczecinie. Miał wtedy 16 lat i 188 dni. Do dziś jest najmłodszym debiutantem i strzelcem gola.
– Na treningach bramkarze narzekali na młokosa, który strzelał im gole - wspominał Lubański przed laty w "Super Expressie'. - Dzień przed meczem trener Tadeusz Foryś powiedział do mnie: „synu kochany jutro zagrasz”. Bardzo to przeżywałem. Noc była nieprzespana, bo w myślach zastanawiałem się, jak to będzie wyglądało. Było dużo emocji, gdy wyszedłem na stadion, gdy usłyszałem hymn. To był dla mnie wyjątkowy moment – opowiadał.
Marek Papszun o sytuacji Legii. "Zdjęliśmy duży ciężar z pleców"
Lubański był wściekły, pozostał niesmak
Lubański błyszczał w Górniku, w Polsce jak i w europejskich pucharach. Sukcesów nie brakowało. Ze śląskim klubem był finalistą Pucharu Zdobywców Pucharów. Gdy wystąpił w kadrze Europy, to pojawił się temat przenosin do Realu Madryt. Był u szczytu formy. Do Polski przyleciał prezes "Królewskich". Jednak nic nie wskórał, bo władze komunistyczne były nieugięte. Do transferu nie doszło.
– Czułem wściekłość - wyznał na naszych łamach. - To zostawiło we mnie ślad. Mogłem zupełnie inaczej ustawić się życiowo. W tym czasie, kiedy dostałem ofertę, Real cztery razy zdobywał Puchar Europy. Gdybym przeszedł, to miałbym te trofea. To tylko gdybanie, ale został u mnie niesmak - przyznawał.
Nie mógł wytrzymać z bólu, faul Anglika złamał mu karierę
Stadion Śląski w Chorzowie był jego drugim domem. Kochał tam grać, a kibice go uwielbiali. W meczu z Anglią w Kotle Czarownic w el. MŚ 174 przeżył jednak największy dramat w karierze. Wprawdzie najpierw strzelił gola, ale potem został sfaulowany przez Roya McFarlanda.
– Gdy stanąłem na prawej nodze, to poczułem, jakby drzewo się łamało - tłumaczył Lubański. - Ból był tak ogromny, że nie mogłem wytrzymać. Wiłem się po boisku – opisywał w drastycznych słowach.
Mimo tak strasznego urazu, nigdy nie miał pretensji do rywala.
– To był wypadek przy pracy - podkreślał. - On mnie lekko uderzył w piętę, bo spóźnił się ze wślizgiem. Byłem na dużej szybkości, noga mi uciekła i trzasnęło kolano. (...) Ale jak pan Kazimierz Górski podkreślał: „Włodku, widać los tak chciał” - przypominał.
Diagnoza była wyrokiem: zerwane więzadła krzyżowe. To był koniec marzeń o mundialu 1974, gdzie jego koledzy zdobyli trzecie miejsce.
– Nieobecność na mundialu była bardzo bolesna - nie ukrywał. - Byłem kapitanem tej drużyny, byłem w świetnej formie, coś bym tam może dołożył – mówił z żalem Lubański, który z niedosytem wspominał za to udział na MŚ 1978.
Jeden jest katem Legii, drugi wciąż czeka na gola. Duet Jagiellonii postraszy w hicie Ekstraklasy
Stadion Śląski to jego dom
To, co działo się po kontuzji, było obrazem absurdów PRL-u. Lubański nie dostał żadnego odszkodowania. Nie było go stać na operację. Pod znakiem zapytania stała dalsza kariera. Nie wiadomo było czy zdoła wrócić. Stracił 1,5 roku.
- Nie dostałem nic - wyznał po latach. - Jedynie opłacili mi operację w Wiedniu, bo mnie na to nie było stać. Górnik sprzedał dwie tony węgla do Austrii więcej i opłacił mi operację - wyznawał przed laty na naszych łamach.
Jego miłość do chorzowskiego giganta nie osłabła i to mimo przeżyć związanych z koszmarną kontuzją. Strzelił na nim 11 goli dla drużyny narodowej.
– To był mój stadion - zaznaczał. - Zawsze czułem się na nim dobrze. (...) Patrząc na całość, to z gry na tym stadionie wyniosłem więcej miłych i sympatycznych chwil niż tych smutnych – podkreślał Lubański, który właśnie na Stadionie Śląskim, golem z rzutu karnego w 1980 roku, pożegnał się z reprezentacją Polski.
Pojedynek Wikingów o koronę króla strzelców. Lech czy Raków górą w hicie?
Dom w Belgii, mural w Gliwicach
Zgodę na wyjazd z Polski dostał dopiero po kontuzji, a argumentacja władz była porażająco cyniczna. Wyjechał do Belgii.
– Ze względu na nieodwracalne uszkodzenie kolana wyrażamy zgodę na wyjazd zawodnika za granicę... Czyli z jedną nogą go puszczamy, z dwoma nie – nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał.
Jednak w Lokeren udowodnił swoją wielkość, strzelając blisko 100 goli. Był to dla niego osobisty triumf. Po zakończeniu kariery udzielał się jako trener.
– Po ciężkim urazie kolana wróciłem na poziom międzynarodowy. Jestem dumny z tego, co mi się udało osiągnąć – przyznawał.
W Belgii został na stałe. Jego pasją stało się m.in. kolekcjonowanie win i malarstwo. Przed czterema laty w rodzinnej dzielnicy Gliwic-Sośnicy odsłonięto mural z jego wizerunkiem. To hołd dla legendy reprezentacji Polski i Górnika Zabrze.
– Po tylu latach od zakończenia kariery to wielkie wyróżnienie dla mnie i tamtej drużyny – mówił wzruszony podczas uroczystości, z charakterystycznym dla siebie dystansem dodając: – Ładny jest ten Włodek na muralu, a ja przecież jestem brzydki.
Błyskawiczny gol Oskara Pietuszewskiego! Strzelił dla Porto i padł, chwile niepewności!
Włodzimierz Lubański
Urodzony 28 lutego 1947 roku
Wzrost: 178 cm, waga: 76 kg
Pozycja: napastnik
Kluby: Sośnica Gliwice, GKS Gliwice, Górnik Zabrze, Lokeren, Valenciennes, Quimperois, Mechelen
Reprezentacja Polski: 75 meczów, 48 goli
Najważniejsze sukcesy: mistrzostwo olimpijskie 1972, król strzelców Pucharu Zdobywców Pucharów (2 razy), mistrz Polski (7 razy), Puchar Polski (6 razy), król strzelców polskiej ligi (4 razy), najlepszy strzelec w historii Górnika (228 goli), Piłkarz Roku (2 razy)
Ivi Lopez ma patent na Lecha Poznań. Gwiazdor Rakowa wrócił i wysyła jasny sygnał przed hitem