Żurek miał pecha, Maliszewska zawiodła, a Semirunnij udźwignął odpowiedzialność
Realne podstawy nadziei na podium w zmaganiach na Igrzyskach Olimpijskich 2026 odnosiły się tylko do lodowej tafli. Nie spełniła ich Natalia Maliszewska w short tracku. Panczeniście Damianowi Żurkowi zabrakło pechowo 0,07 i 0,09 sekundy (półtora metra) do czołowej trójki w sprintach. Kai Ziomek-Nogal zabrakło 0,12 s (1,3 metra). Żadne z nich nie zawiodło, tyle że aspiracje mieli wyższe. Natomiast pozyskany dla polskich barw 23-letni Władimir Semirunnij udźwignął odpowiedzialność lidera tabeli sezonu i wjechał na drugi stopień podium na dystansie 10.000 metrów.
Galeria: Władimir Semirunnij i jego dziewczyna Klaudia Bielas
Kacper Tomasiak top. Lepszy niż Adam Małysz i Kamil Stoch. Chwała też Pawłowi Wąskowi
Rewelacją okazał się 19-letni Kacper Tomasiak. Ten chłopak urodził się z genem triumfatora. Był liderem polskiej reprezentacji od początku sezonu w skokach narciarskich. Z niższej ligi (Pucharu Kontynentalnego) wskoczył do ekstraklasy (Pucharu Świata). Ale na szczeblu ekstraklasy nie zaliczył ani razu podium w konkursach indywidualnych. Gdzie jest ktoś, kto przewidziałby jego potrójny sukces? Sam Kacper wiedział, że głównie na niego zwrócone będą oczy kibiców. Nie przestraszył się, a na obu obiektach w Predazzo robił po prostu swoje. Trzy medale w skokach narciarskich w jednej edycji igrzysk olimpijskich? To nie udało się ani Adamowi Małyszowi, ani Kamilowi Stochowi. Można to nazwać "potrójnym tomasiakiem" używając nomenklatury łyżwiarstwa figurowego. Chwała też Pawłowi Wąskowi, że po kilkunastu tygodniach niepowodzeń w Pucharze Świata potrafił pozbierać się w Predazzo i doskoczyć do poziomu Tomasiaka, a wraz z nim do olimpijskiego podium w duetach. Żal Kamila Stocha, który w szóstym i ostatnim olimpijskim starcie nie wskoczył do czołowej dwudziestki. Schodzi jednak z rozbiegu jako najwybitniejszy polski skoczek.
U Rydzyka spec prześwietlił Kacpra Tomasiaka! Wskazał trzy cechy i wbił szpilę w Kamila Stocha
Galeria: Kacper Tomasiak witany entuzjastycznie po powrocie do Polski
Saneczkarki i bobsleistki toczyły nierówną walkę, ale z powodzeniem
Szacunek dla dzielnych dziewczyn w lodowej rynnie, którym przyszło walczyć z rywalkami niczym flota kraju niemającego dostępu do morza. Bo przecież w Polsce brak sztucznie lodzonego toru dla sanek i bobslejów, a o jego budowie mówi się od dziesięcioleci. Słowa, słowa, słowa… Tymczasem dwójka saneczkarek Domowicz – Piwkowska (szóste miejsce!) i dwójka bobsleistek Weiszewski – Adamek potrafiły wyprzedzić załogi z krajów posiadających sztuczne tory. Pierwsze z nich - na sankach liczących sobie 9 lat, drugie - jak określiły: na bobie przypominającym Fiata Seicento ścigającego się z Porsche.
Wtopa w short-tracku
Największy zawód sprawili specjaliści short tracku. Nie trafili z formą. Szczytem osiągnięć były ćwierćfinały. Przykro było też patrzeć na starty biegaczy narciarskich, ale z wyjątkiem kończących zmagania maratonów w wykonaniu Dominika Burego (dwunasty) i Elizy Ruckiej-Michałek (ósma po heroicznym biegu). Biatlonistki do czołowej szóstki wstrzeliły się w sztafecie, ale na sukces indywidualny muszą jeszcze czekać.
Występ naszej reprezentacji na Igrzyskach Olimpijskich 2026 we Włoszech wypadł na szkolną czwórkę. Tak jak czwórka wywalczonych medali.