- Po odpadnięciu z Ligi Mistrzów, Lech Poznań staje do rywalizacji w Lidze Europy z mistrzem Wysp Owczych, KI Klaksvik.
- Łukasz Cieślewicz wskazuje na "silnik drużyny" Lecha i ostrzega przed skrzydłowym rywali oraz sztuczną murawą.
- Czy Kolejorz uniknie powtórki i jaką przewagę musi zbudować w Poznaniu? Poznaj typ trenera HB Torshavn na ten decydujący mecz!
„Super Express”: - Co pan czuł po tym, jak Lech przegrał rewanż z Aarhus i odpadł z Ligi Mistrzów?
Łukasz Cieślewicz (trener HB Torshavn): - Nie spodziewałem się, że po zwycięstwie w Danii, Lech może wypuścić awans z rąk. Byłem zaskoczony i zawiedziony. Mieszkam na wyspach, ale kibicuję polskim klubom. Chciałem, aby w końcu Lech awansował do fazy ligowej. Wydawało mi się, że w tym roku mają duże szanse, ale nie udało się.
- Przed Lechem walka z KI Klaksvik w Lidze Europy. Jak przedstawia się mistrz Wysp Owczych?
- Wydaje mi się, że Lech awansuje. Jednak Klaksvik to nie są matołki, że łatwo się ich przejdzie. Jednak uważam, że ten zespół w ostatnich latach jest nieco słabszy. Ale mistrz Polski nie mogą ich zlekceważyć. U siebie muszą nastrzelać, jak najwięcej goli, bo na wyspach gra się totalnie inaczej. Jeśli w Poznaniu nie wygrają zdecydowanie, to w rewanżu może być ciężko.
- Na co Kolejorz musi zwrócić uwagę?
- Mecz będzie na sztucznej nawierzchni. To duży przywilej dla Klaksvik. Zobaczymy, jaka będzie pogoda. W tym okresie rzadko zdarza się, żeby był sztorm, więc pod tym względem nie będzie zaskoczenia. Temperatura jest o wiele niższa niż w Polsce. W tym miesiącu wiatrów nie powinno być, ale różnie z tym bywa.
- Jakie są mocne strony ma Klaksvik?
- Mają skrzydłowego, który ma świetnie ułożoną lewą nogę. Jak dla mnie, poziom światowy. Arni Frederiksberg naprawdę robi liczby w europejskich pucharach. Wiem, jak to brzmi, że to tylko Wyspy Owcze. Jednak on strzela dużo goli, do tego ma asysty, wykonuje wszystkie stałe fragmenty. Naprawdę ma pojęcie. w pierwszej kolejności trzeba będzie na niego zwrócić uwagę. O ile wystąpi, bo ostatnio miał problemy zdrowotne. Jednak w ostatniej kolejce zagrał, więc myślę, że na mecz z Lechem będzie gotowy.
Łukasz Zjawiński już strzela dla Legii. "To pozytywny dreszczyk emocji"
- Jak Klaksvik zagra w Poznaniu?
- W ich grze u siebie jest trochę więcej ryzyka. Jestem przekonany, że w Polsce będą murować bramkę, liczyć na kontrataki i stałe fragmenty gry. Ta drużyna lubi grać w niskiej obronie. Jest dość zdyscyplinowana. Dlatego Lech musi być cierpliwy i podkręcać tempo, to trzeba ich jakoś zaskoczyć. Kolejorz ma taką jakość, że w końcu te bramki padną. Nie można ich zlekceważyć, bo jak dasz o 5-10 procent mniej, to zaczną się schody.
- Futbol na Wyspach Owczych zrobił progres w ostatnich latach?
- Rozwinęło się to wszystko. Na pewno pod względem fizycznym nie odstajemy. Nie będzie tak, że po godzinie intensywnej gry Klaksvik padnie. Do tego pod względem taktycznym także jest postęp. Lech ma większą jakość, ale musi to pokazać na boisku. Jednak intensywność i fizyczność nie będzie zaskoczeniem dla Klaksvik.
Lech wraca na właściwe tory? Tak Lokomotywa rozjechała Wieczystą
- Czy Klaksvik poradziłby sobie w Ekstraklasie?
- Myślę, że tak. Kluby ze środka tabeli polskiej ligi mają większe budżety od tych na Wyspach Owczych. Jeśli można byłoby zrobić zespół zawodników z Wysp, to myślę, że taki zespół utrzymałby się w Ekstraklasie.
- Piłkarze pracują czy tylko żyją z piłki?
- Większość pracuje, ale taka jest tutaj mentalność, bo piłkarze na wyspach patrzą przyszłościowo. Wiedzą, że piłka to nie wszystko. Nie da się zarobić milionów koron z grania, więc trzeba coś robić. Każdy patrzy przyszłościowo, co będzie po piłce. Nieważne, ile zarabiają w klubach, to i tak chcą pracować.
- Ma pan w Lechu swojego faworyta?
- Kolejorz ma dużo indywidualności i jakość na każdej pozycji. Mikael Ishak to napastnik, który musi dostać podanie. Sam nic nie zrobi. W rewanżu z Aarhus drużynie brakowało szybkości w ataku., co w pucharach jest dość ważne. Lech dobrze utrzymuje się przy piłce, ale już fazy przejściowe nie wyglądały z Duńczykami tak, jak powinny. Dobry jest Antek Kozubal. To silnik drużyny, który w środku pola robi dobrą robotę. Jednak trzech goli nie strzeli. W ofensywie podobał mi się Luis Palma, ale z Aarhus trochę gorzej wyglądał.
Mileta Rajović w końcu odpali w Legii? Padły słowa o cierpliwości i zaufaniu
- Jak pan typuje wynik?
- Lech musi jechać na Wyspy Owcze z zaliczką. Stawiam na 4:1, które tym razem wystarczy, aby awansować do kolejnej rundy. Coś takiego, jak z Aarhus nie ma prawa się powtórzyć.
- W następnej kolejce HB Torshavn, które pan prowadzi, zmierzy się z Klaksvik.
- Ostatnio wygraliśmy z Runavik, który jest na drugim miejscu. Mam nadzieję, że tak samo będzie w poniedziałek z Klaksvik. Mam nadzieję, że przyjadą do nas zmęczeni przez Lecha. Od kiedy przejąłem zespół, wygraliśmy wszystkie cztery mecze, więc idzie w dobrym kierunku. Mamry siedem punktów straty do tego duetu liderów. To nie jest dystans nie do odrobienia. Zobaczymy, jak się to ułoży. Trzeba skupić się na robocie, wygrywać mecze i zobaczymy, czy na koniec sezonu coś osiągniemy.
50. rocznica mistrzostwa olimpijskiego siatkarzy. Edward Skorek o złotym medalu Polaków