Rocznica sukcesu na mundialu w Hiszpanii. Stefan Majewski ujawnia kulisy srebrnego medalu [ROZMOWA SE]

10 lipca 1982 roku reprezentacja Polski zapisała się w historii mistrzostw świata. Biało-Czerwoni pokonali w Alicante Francję 3:2 i wywalczyli trzecie miejsce. Stefan Majewski strzelił w tym spotkaniu gola. Opowiada nam o kulisach tamtego sukcesu, o roli Zbigniewa Bońka, straconej szansie na grę w finale mundialu. Ujawnia co stało się z medalem i na co przeznaczył premię z turnieju.

Stefan Majewski z medalem z 1982 roku. Obok zbliżenie na srebrny medal w etui. O sukcesie polskiej kadry na SE Supersport.
Autor: Archiwum prywatne
  • Stefan Majewski ujawnia nieznane kulisy zdobycia medalu przez Polskę na mundialu w 1982 roku, rozgrywanego w cieniu stanu wojennego.
  • Opowiada o kluczowej roli Zbigniewa Bońka, straconej szansie na finał oraz kontrowersyjnej ceremonii wręczenia medali.
  • Dowiedz się, co stało się z medalem, dlaczego powrót do kraju był tak dramatyczny i na co były kadrowicz wydał część premii.

„Super Express”: - Z jakimi nadziejami jechaliście na mistrzostwa świata w Hiszpanii?

Stefan Majewski (były obrońca reprezentacji Polski, uczestnik MŚ 1982 i MŚ 1986): - Sytuacja w kraju była trudna. W Polsce był stan wojenny. Przed finałami nie rozegraliśmy przecież żadnego oficjalnego meczu. Graliśmy tylko z klubami. Dlatego nasza forma była zagadką. Jednak uważam, że byliśmy dobrze przygotowani. Pod tym względem nic nie można było nam zarzucić. Poza tym mieliśmy piłkarzy, którzy znali smak mundialu, jak m.in. Grzesiek Lato, Andrzej Szarmach, Władek Żmuda czy Zibi Boniek.

- Było zatem rozczarowanie po dwóch bezbramkowych remisach w grupie?

- Remis z Włochami przyjęliśmy za dobry wynik ze względu na klasę rywala. W tym przypadku nie można było mówić o zawodzie. Mierzyliśmy się z zespołem, w którym nie brakowało gwiazd. Zawód na pewno pojawił się po remisie z Kamerunem. Każdy uważał i zakładał, że skoro rywal jest słabszy, to na pewno wygramy. Choć nie wyszło, to czuliśmy, że stać nas więcej, że w końcu odpalimy.

Sędzia skrzywdził Egipt i uratował Argentynę?! Ogromne kontrowersje!

- Wierzyliście, że jesteście w stanie to zrobić?

- Tak, trzeba było to tylko potwierdzić w meczu z Peru, który decydował o naszych losach na mundialu. Wiedzieliśmy, że jak nie wyjdzie, to wracamy do domu. W pierwszej połowie znów nic nam nie wpadło. Jednak to nas nie podłamało. Rozkręcaliśmy się powoli, ale w końcu ruszyliśmy pełną parą.

- Jak wytłumaczyć to, że po przerwie odblokowaliście się, wygrywając 5:1?

- Była pełna mobilizacja. Siłą tej drużyny było to, że w trudnych momentach każdy się wspierał. Była jedność, a za kluczowe uważam nasze podejście. Wychodziliśmy na boisko i każdy zostawał serducho. Dawał z siebie maksimum albo nawet więcej. Strzeliliśmy pięć goli w 21 minut! To pokazało, jak ogromny był potencjał w zespole. Kolejna wygrana z Belgią 3:0 w drugiej fazie, po hat-tricku Bońka, tylko to potwierdziła.

Epidemia w reprezentacji Norwegii! Piłkarze chorują przed starciem z Anglią!

- Na mundialu Boniek strzelił cztery gole. Jakim był typem piłkarza?

- Zibi zawsze chciał być najlepszy. To go wyróżniało. Zawsze zależało mu na zespole. Jak miałeś problem, to on robił wszystko, żeby ci pomóc. Stawał po twojej stronie. Nie zostawił cię samego. Na tym polu można było na niego liczyć.

- Jak podeszliście do meczu ze Związkiem Radzieckim?

- Rywal silny, ale w kraju bardzo nie lubiany. Nikt nas nie musiał motywować. Każdy był zdeterminowany. Walka była twarda, nikt nie odpuszczał. Na trybunach pojawiła się polska flaga z napisem Solidarność. Pamiętny był też obrazek, gdy Włodek Smolarek biegł do narożnika, przetrzymywał piłkę, aby wyrwać ten remis 0:0, który dał nam pierwsze miejsce. Szkoda tylko, że Zibi dostał żółtą kartkę, która wyeliminowała go z kolejnego spotkania.

Leo Messi po meczu zupełnie się rozkleił! Świat oglądał płacz idola!

- Brakowało go w półfinale z Włochami?

- Oczywiście. Jego wartość po hat-tricku z Belgią mocno poszła w górę. Trudno się dziwić, bo takim występem zwrócił na siebie uwagę. Włosi wiedzieli, co potrafi Zibi. Zresztą, przed mundialem kupił go Juventus. Ucieszyli się z jego pauzy, bo jednego groźnego zawodnika mieli już z głowy. Przegraliśmy 0:2. Nie ma co gdybać, jakby nam poszło z nim w składzie. Mogło być różnie, ale jest niedosyt, że uciekła nam szansa na finał, a może coś więcej. Naprawdę, kadra z MŚ 1982 to był mocny zespół, pełen jakości i klasowych piłkarzy.

- W meczu o 3. miejsce pokonaliście Francję 3:2, a pan strzelił gola. Była satysfakcja?

- To był dla nas ważny mecz. Podeszliśmy do niego ambicjonalnie. Straciliśmy szansę na walkę o mistrzostwo świata, ale nie zamierzaliśmy odpuścić tego spotkania. Chcieliśmy pokazać, że zasługujemy na miano trzeciej drużyny świata. Zagraliśmy na maksa. Ten mecz kosztował nad dużo zdrowia. Po powrocie z mundialu schudłem osiem kilogramów. Za to Waldek Matysik mocno to odchorował. Był tak wycieńczony, że trafił do szpitala!

Francja - Maroko. Francuski gwiazdor uprawia rzadki wśród piłkarzy sport. „Myślę o konsekwencjach każdego ruchu”

- Co zadecydowało o sukcesie z Francją?

- Mieliśmy zabójczą końcówkę pierwszej połowy, gdy kapitalnego gola lewą nogą strzelił Andrzej Szarmach, a ja dołożyłem drugiego. Koledzy żartowali, że piłka trafiła mnie w głowę (śmiech). Ale to nic w porównaniu z tym, co zrobił Janusz Kupcewicz zaraz po przerwie. Przechytrzył Francuzów strzałem z rzutu wolnego, strzelając w tzw. krótki róg. To było sprytne zagranie z jego strony. To trzecie miejsce traktuję jako nasz sukces.

- Podczas ceremonii medalowej władze FIFA nie potraktowały was z szacunkiem. Jak to odebraliście?

- Sytuacja była mało komfortowa. Prezydent Joao Havelange nie miał ochoty wręczać nam medali. Tacę odebrał kapitan Władek Żmuda. Nie wiedział, co ma zrobić, więc mówimy, żeby sam je nam wręczał. Podchodził więc do nas i każdy sam brał sobie ten srebrny medal. Cały czas go mam.

Kolumbia to nie tylko James Rodriguez? Manuel Arboleda o mundialu i Robercie Lewandowskim [ROZMOWA SE]

- Dlaczego powrót do kraju tak się opóźnił?

- Pierwszy samolot miał awarię, więc musieliśmy zawrócić. Okazało się, że jest ona poważna, więc wysłano po nas samolot władz. W Warszawie wylądowaliśmy w nocy. Czekali na nas kibice, którzy dziękowali nam za grę na mundialu. Ten medal był dla nich. Później był bankiet w hotelu Victoria, a następnego dnia mieliśmy spotkanie z władzami rządu.

- Jakie były premie za sukces na mundialu?

- Dostaliśmy po 12 tysięcy dolarów. Część z nich przeznaczyłem na zakup samochodu dacia. Zaraz po mundialu mieliśmy rozpocząć z Legią przygotowania do sezonu. Ale żona wytargowała od trenera Kazimierza Górskiego kilka dni wolnego.

- Jakim trenerem był Antoni Piechniczek?

- Dobrym, cały czas mamy ze sobą kontakt. Owszem był wymagający, ale miał ludzkie podejście. Każdą sytuację starał się rozwiązać. Kiedyś mówię do niego: „trenerze siedzi pan na kanapie, a my tam mamy piwo”. Trener spojrzał na mnie i pogroził palcem. Schodząc z kanapy rzucił żartem: a dla mnie macie piwo? (śmiech).

Leo Messi wie, kiedy docisnąć? Mauro Cantoro tak nazywa kapitana Argentyny [ROZMOWA SE]

Szybki quiz o 1. kolejce mundialu 2026. Pamiętasz, co się działo? Leo Messi, Vozinha, Szymon Marciniak
Pytanie 1 z 15
W pierwszym meczu MŚ 2026, Meksyk wygrał 2:0. Kto był przeciwnikiem współgospodarzy?
JAN TOMASZEWSKI PODSUMOWUJE 1/16 FINAŁU MUNDIALU: MESSI MOŻE NOGĄ KRAWATY WIĄZAĆ