Mikel Merino znów to zrobi dla Hiszpanii? Angel Miguel o wyczynach syna na mundialu [ROZMOWA SE]

To on przesądził o wygranych z Portugalią i Belgią. W ten sposób Mikel Merino wprowadził Hiszpanię do półfinału mistrzostw świata. Ojciec kadrowicza Angel Miguel, były piłkarz m.in. Osasuny Pampeluna, jest dumny z jego dokonań. Mówi, że syn zawsze był wulkanem energii. Ma nadzieję, że mistrzowie Europy pokonają Francję i zameldują się w finale mundialu.

Mikel Merino cieszy się z gola. Na miniaturowym zdjęciu obok uśmiechnięty ojciec piłkarza. O szczegółach w SE Supersport.
Autor: archiwum prywatne; Mark J. Terrill/ Associated Press
  • Angel Miguel Merino ujawnia heroiczny powrót syna, Mikela, na mundial po ciężkiej kontuzji, która niemal wykluczyła go z turnieju.
  • Merino, zwany "hrabią", zdobył kluczowe gole w fazie pucharowej, a ojciec z dumą zdradza, która bramka wywołała w nim największe emocje.
  • Sprawdź, jaką zaskakującą rolę w karierach ojca i syna odegrał Jan Urban i jak Angel Miguel ocenia szanse Hiszpanii w półfinale z Francją!

„Super Express”: - Jakie emocje towarzyszyły panu w ostatnich spotkaniach Hiszpanii?

Angel Miguel Merino: - Byłem bardzo szczęśliwy, bo wiem jak ciężko Mikel pracował, żeby znaleźć się w tym miejscu. W tym roku odniósł bardzo poważną kontuzję. Musiał przejść operację i włożył mnóstwo wysiłku, aby móc wrócić do jak najlepszej formy. Właśnie dlatego jesteśmy bardzo szczęśliwi, a przede wszystkim dumni. Praca, którą wykonał, by w ogóle pojechać na mundial, była po prostu nadzwyczajna. Jestem ogromnie szczęśliwy również dlatego, że dał tak wiele radości kibicom.

- Która z tych bramek wywołała w panu większą radość?

- Bardziej podobał mi się gol przeciwko Portugalii. To był mecz z bardzo ważnym rywalem. Nie mówię, że mecz z Belgia nie był ważny, ale z Portugalią to inna sprawa. To był pierwszy gol Mikela w turnieju i zrobił na mnie trochę większe wrażenie. To była bardzo ładna zespołowa akcja. Mikel świetnie odnalazł się w przestrzeni i całe rozegranie było po prostu ładniejsze. Bramka przeciwko Belgii była w stylu lisa pola karnego, czysta intuicja.

Hiszpania zagra w finale kosztem Francji? Igor Angulo o argumentach mistrza Europy [ROZMOWA SE]

- Miał pan przeczucie, że w meczu z Belgią w ogóle może powtórzyć się historia ze starcia Portugalią?

- Tak, powiedziałem nawet o tym żonie. Gdy zawodnik wchodzi na boisko z tak świetnym nastawieniem, to muszą z tego wyjść dobre rzeczy. Potem dochodzi jeszcze szczęście. To nie jest tylko kwestia samej pracy. Mikel musiał wyczuć sytuację, wiedzieć, że rezerwowy bramkarz dopiero co wszedł za Courtoisa i nie zdążył jeszcze nawet dotknąć piłki. On to intuicyjnie wyczuł i wiedział, że może pojawić się szansa. Oczywiście, potem musisz mieć to szczęście, żeby odbita piłka spadła akurat pod twoje nogi. Ale kiedy piłkarz ma w sobie taką energię i nastawienie jak Mikel wchodzący z ławki, to takie sytuacje po prostu same go szukają. Miałem intuicję, że to może się powtórzyć. Szczęście jest niezbędne, żeby wszystko się udało, ale samo znalezienie się w odpowiednim miejscu i czasie to nie jest sprawą losu. To zasługa pełnej koncentracji i świetnego instynktu piłkarza.

- Z kim oglądał pan z trybun te mecze?

- Z żoną Maite, a na ćwierćfinał dołączyła do nas także żona Mikela z synem. Przylecieliśmy do Stanów trochę wcześniej, ponieważ siostra żony mieszka i pracuje z mężem. Przyjechaliśmy do nich, a stamtąd mieliśmy trzy godziny drogi do Atlanty, gdzie reprezentacja Hiszpanii rozgrywała dwa pierwsze mecze. Wykorzystaliśmy tę okazję, żeby pobyć z rodziną, a jednocześnie pojawić się na meczach. To był naprawdę maksymalnie wykorzystany wyjazd.

Kolumbia to nie tylko James Rodriguez? Manuel Arboleda o mundialu i Robercie Lewandowskim [ROZMOWA SE]

- Czy Mikel lubi dramaturgię, bo strzela te gole w końcówkach spotkań?

- Kibice powoli zaczynają się już do tego przyzwyczajać. Ale to nie jest normą, żeby działo się to co mecz. Jeśli wychodzisz na boisko z odpowiednim nastawieniem, takie rzeczy po prostu mogą się zdarzyć. Mikel wchodzi na murawę z fantastycznym nastawieniem. Jest po prostu bardzo dobrym piłkarzem. Gra w reprezentacji, w której są sami wielcy gracze, to znaczy, że jest jednym z nich. Na koniec po prostu robi na boisku dokładnie to, czego oczekuje od niego trener.

- Po każdym golu Mikel biegnie do narożnej chorągiewki i obiega ją. Celebruje to w taki sam sposób, jak robił to pan przed laty. Co pan wtedy czuje?

- Czuję ogromną wdzięczność, że w tak wyjątkowym momencie pamięta o nas. Ma w sobie tyle spokoju i chłodnej głowy, żeby w ogóle w tej chwili o nas pomyśleć. To wielki powód do dumy. To taki rodzaj podziękowania dla nas, dla jego rodziny i przyjaciół – bo ma też przecież inne „cieszynki”, którymi dziękuje całemu swojemu otoczeniu. Jestem niesamowicie dumny, zadowolony, szczęśliwy. Brakuje mi słów, kiedy widzę, jak obiega tę chorągiewkę.

Leo Messi wie, kiedy docisnąć? Mauro Cantoro tak nazywa kapitana Argentyny [ROZMOWA SE]

- Czy te gole mają taki sam ciężar jak ten z ćwierćfinału z Niemcami (2:1) podczas dogrywki na EURO 2024?

- Myślę, że tak. Uważam, że bez wątpienia te bramki są jednakowo ważne. Skoro padają w fazie pucharowej i bezpośrednio decydują o awansie, to są tak samo ważne. Pod względem symbolicznym gol ze Stuttgartu – ze względu na cały swój ładunek emocjonalny – jest dla nas może nieco bardziej wyjątkowy, mocniej go przeżyliśmy. Jednak z perspektywy czysto sportowej i samej kwestii awansu, te trzy gole znaczą dokładnie tyle samo.

- Wspomniał pan o Stuttgarcie, a to właśnie tam strzelił pan gola dla Osasuny Pampeluna w Pucharze UEFA.

- Asystował mi Jan Urban, który zdobył wtedy dwie bramki. To był naprawdę piękny okres, w którym z Osasuną graliśmy w europejskich pucharach. Zajęliśmy wtedy czwarte miejsce w lidze hiszpańskiej, co było czymś niesamowitym – niezwykle rzadko udawało się być tak wysoko. Dla nas Urban był dokładnie tym napastnikiem, którego potrzebowaliśmy. Dawał drużynie impuls i pozwolił wejść nam na wyższy poziom.

Angel Rodado o klasie Cristiano Ronaldo. "Podziwiam go, ale wygra Hiszpania" [ROZMOWA SE]

- W Osasunie grał pan z Janem Urbanem, obecnym selekcjonerem reprezentacji Polski. Jakie ma pan wspomnienia z nim związane?

- Mam wyłącznie pozytywne wspomnienia. To były lata, kiedy przenosiłem się do Osasuny z Madrytu. Trafiłem wtedy na niesamowitą szatnię. Przyjęto nas w Pampelunie wspaniale. Spędziłem w Osasunie sześć lat. To był piękny okres dlatego, że mieliśmy świetną atmosferę w drużynie, co automatycznie przekładało się na nasze dobre wyniki na boisku.

- To za kadencji Urban pana syn zadebiutował w Osasunie. To był przełomowy moment w jego karierze?

- Oczywiście. Owszem, sytuacja w klubie była wtedy taka, że drużyna bardzo potrzebowała wsparcia ze strony wychowanków z akademii, ale tym, który dał Mikelowi ten najważniejszy impuls i postawił na niego już w pierwszym meczu ligowym, był właśnie Urban. Od samego początku dał mu do zrozumienia, że ma realne szanse na grę w wyjściowej jedenastki pierwszej drużyny. I postawił na niego.

Pedri robi różnicę, a co z Cristiano Ronaldo? Ivi Lopez o mundialu [ROZMOWA SE]

- Mikel miał trudny okres związany z kontuzją stopy. Czy były szansa, że nie zdąży się wykurować na mundial?

- Jak najbardziej istniało takie ryzyko, bo to była kontuzja, z którą wcześniej nie zmagał się chyba żaden piłkarz. Nikt nie był w stanie dokładnie określić ram czasowych rekonwalescencji. Czas powrotu do zdrowia stał pod znakiem zapytania, więc istniało realne zagrożenie, że opuści mundial. Kiedy Mikel przechodził operację, lekarze niczego mu nie gwarantowali – wszystko zależało od tego, jak na leczenie zareaguje stopa.

- Jak udało mu się tak szybko wyleczyć?

- Ważna była także tytaniczna praca, którą wykonał. Kluczowy był pierwszy miesiąc po zabiegu – kiedy po raz pierwszy wyszedł na boisko i zaczął właściwie „czuć” stopę. To właśnie te dobre odczucia zdeterminowały całą dalszą rehabilitację. Od tamtego momentu Mikel zaczął wręcz skracać założone terminy. Organizm zareagował świetnie, dzięki czemu syn mógł trenować i zdążyć na turniej.

Syn Maradony mówi nam o tęsknocie za ojcem. "Dałbym wszystko"

- Dlaczego syn ma przydomek „Hrabia”?

- W San Sebastian tak na niego wołali. Jednak nie mam pojęcia, kto mu to wymyślił. Przydomek odnosił się do jego stylu gry. Syn grał niezwykle elegancko. Z wielką klasą, jak dżentelmen. Prawdziwy hrabia na boisku.

- Czy pod względem stylu gry syn przypomina pana?

- Myślę, że mamy ze sobą wiele wspólnego. Uważam jednak, że on jest graczem bardziej kompletnym ode mnie, lepszym technicznie. Na pewno przewyższa mnie pod względem fizycznym. Jest ode mnie wyższy. Mamy jednak podobne atuty, obaj świetnie gramy głową. Jesteśmy do siebie podobni w kwestii długich podań i umiejętności szukania wolnych przestrzeni.

Lamine Yamal to piłkarz z innej bajki? Jorge Felix określa gwiazdę Hiszpanów [ROZMOWA SE]

- Jaki był Mikel w dzieciństwie?

- Był niesamowicie ruchliwy, wszędzie było go pełno. Nie potrafił usiedzieć w miejscu. W końcu musieliśmy kupić mu piłkę. Musieliśmy mu ją sprawić, bo na ulicy zaczął po prostu zabierać piłki innym dzieciom. Trzeba było kupić mu własną, żeby miał się czym zająć i żebyśmy nie mieli nieprzyjemności z rodzicami innych dzieciaków. Od tamtego momentu chodził z tą piłką absolutnie wszędzie. Nie zależało nam na tym, żeby poszedł w moje ślady tylko dlatego, że ja też byłem piłkarzem.

- Sprawiał problemy?

- Nie, był przy tym bardzo grzecznym, posłusznym dzieckiem. Ale ciągle go nosiło, był w nieustannym ruchu, kręcił się dosłownie wszędzie. Był bardzo dynamiczny. Prawdziwy wulkan energii.

- Czy Mikel ma rodzeństwo?

- Tak, ma dwóch braci. Jeden z nich gra w koszykówkę, a drugiego sport zupełnie nie porwał.

Diego Maradona junior specjalnie dla Super Expressu. Tak nazywa Leo Messiego [ROZMOWA SE]

 - Teraz przed synem i Hiszpanią półfinał mundialu z Francją. Jak jest pana prognoza?

- To będzie bardzo trudny mecz, bo Francja jest na fali. To niezwykle silny rywal, mający w składzie zawodników, którzy potrafią w pojedynkę rozstrzygnąć losy spotkania i mogą wyrządzić mnóstwo szkód. Ale Hiszpania ma ogromny potencjał. Dwa ostatnie mecze z Francją zakończyły się naszymi zwycięstwami. Tyle że teraz są zupełnie inne realia. Francuzi przystępują do tego meczu z odrobinę większym optymizmem.

- Dlaczego tak pan uważa?

- Hiszpania robiła to rzutem na taśmę, dzięki golom w ostatnich minutach. Francja wygrywała w nieco bardziej kontrolowany i pewny sposób. Ale na turnieju nie mierzyła się jeszcze z kimś takim jak Hiszpania. Nasza specyfika gry to zupełnie inna bajka. Dla nich starcie z nami również będzie kompletnie nowym wyzwaniem.

- Czy Hiszpanię stać na awans do finału i zdobycie mistrzostwa świata?

- Oczywiście. To drużyna, która nie musi się nikogo bać. Jest wysoko w rankingu FIFA. Zresztą wszystkie cztery reprezentacje, które dotarły do półfinału, to absolutna światowa czołówka. Na tym etapie zostali już tylko najlepsi i Hiszpania zasłużenie znalazła się w tym elitarnym gronie. Teraz wszystko jest otwarte i wygrać może dosłownie każdy.

Leo Messi znów da Argentynie tytuł? Mauro Cantoro o geniuszu kapitana [ROZMOWA SE]

QUIZ. Czwartkowy test z geografii. Stolice państw, które grają na mundialu. Medal za 15 punktów
Pytanie 1 z 20
Na początek łatwizna. Jakie miasto jest stolicą USA?
JAN TOMASZEWSKI: TEN PRZEPIS NA MUNDIALU JEST IDIOTYCZNY!